Odpowiedz
Po mniejszej linii oporu.



Witam.
Czasami, na przykład w chwilach ogólnego znudzenia, przypominają mi się różne wydarzenia z czasów pobytu na Maciejewiczu i/lub na statku, na którym odbyłem swoją krótką praktykę morską.
Dziś, biorąc pod uwagą rygor, jaki wtedy panował w LM, niektóre historie wydają się wręcz nieprawdopodobne.
Niemniej jednak za sprawą jakiejś opatrzności, lub zwykłego szczęścia bliskie spotkania z nieuchronnym wydaleniem ze szkoły przydarzyły mi się kilkakrotnie bez konieczności poniesienia poważniejszych konsekwencji.
Nie popieram oczywiście, ani nie propaguję tutaj leserstwa, czy też nieuczciwości. W młodości jednakże każdemu chyba zdarzyło się podjąć niewłaściwą decyzję, albo po prostu popełnić głupotę.
Przykładem takiej historii była pewna próba samodzielnego wstawienia w dzienniku oceny z jednego z trudniejszych dla mnie przedmiotów, którym to była wiedza okrętowa (OUN).
Wtedy na Maciejewiczu dzienniki strzeżono jak diamenty, ale zdarzały się też luki w tej ochronie.
Pewnego razu podczas przerwy w wykładach przechodziliśmy koło dyżurki wychowawcy (tej, w której trzymano tablicę z numerkami, na pokładzie czwartego rocznika) zauważyliśmy leżący na biurku dziennik II C, czyli nasz. Na dyżurce nie było nikogo, więc pomyślałem, że to niebywała okazja i przykład nieroztropności wychowawcy, lub dyżurującego tam porucznika.
Było nas tam dwóch, czy trzech i wszyscy chcieliśmy poprawić swoje stopnie. Już po chwili przed nami leżał rozłożony dziennik. Na stronie wspomnianego przedmiotu w niewielkiej rubryce przy moim nazwisku postanowiłem wpisać taką małą, niewinną trójeczkę. Zimne poty zalały moje czoło, a dłoń, w której trzymałem długopis wydawała się przebywać w innym wymiarze przestrzennym. Aby odnieść sukces w kilku sekundach musiałbym wpisać taką cyferkę, która nie budziłaby podejrzeń, zbliżoną do charakteru pisma wykładowcy. Zamiast tego pojawił się kulfon tylko w niewielkim stopniu podobny do 3-ki. Należało go poprawić drugi raz i trzeci i czwarty, aż cyferka przybrała szerokość około 2mm, a wkład długopisu przetarł na wylot cienką kartkę dziennika.
Niemiałem jednak odwrotu i byłem przekonany, że to już ostatnia ocena w mojej karierze.
Wkrótce potem odbyła się kolejna godzina OUN-u.
Wykładowca otworzył dziennik i nawet z ławki w byłem w stanie zauważyć ciemną plamkę tuszu.
W tym momencie wszystkie moje dotychczasowe wewnętrzne obawy zamieniły się w płynny azot i po prostu zamarłem. Pan profesor zignorował jednak tę potwornie wyglądającą trójkę, czy to z powodu jej zbyt oczywistego szkaradztwa, czy też może ze względu na inne nurtujące go myśli.
Kolega Wojtek S. nie miał tyle szczęścia. Wstawił sobie trójkę z matematyki i za sprawą jednego z nadgorliwych uczniów naszej klasy profesor Czubko został o tym poinformowany. Uwalił Wojtka niedostateczną oceną końcową i Wojtek, jako jeden z nielicznych wówczas uczniów LM musiał powtórzyć drugą klasę. Nasza praktyka morska następnego roku szkolnego była ostatnią na pokładzie m/s Chemik. Kolejny rocznik zamustrował już na któryś z żaglowców.

Pozdrowionka.
Jacek S.
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Brawo Jacku .. Fajnie ze nie poddajesz sie piszesz . Pozdrawiam ..
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Dzięki Marian. To były przełomowe lata mojego życia, wiele się wtedy wydarzyło. Dzięki LM udało mi się zdobyć trochę wiedzy życiowej i chociaż go nie ukończyłem, to na samym początku stanu wojennego praktyka morska umożliwiła mi emigrację. Na obczyźnie często wspominałem tamte czasy.
Również pozdrawiam.

Ostatnio edytowany: 14-11-2014, 14:09
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Masz konto na fejsie ?
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Mam, ale w tej chwili nie jest aktywne. Kwestia ponownego zalogowania.
ProfilOdpowiedz Cytuj 



Wykopki ’80 (II C). Jak wiadomo, w tamtych czasach często nakłaniano obywateli, a szczególnie młodzież do czynów społecznych, ale tutaj płacono, od koszyczka. Jednym z opiekunów tego pamiętnego tygodniowego chyba wypadu był Pan Czubko.
Widoczny ponad wszystkimi, górował na przyczepie ciągnika, licząc i zapisując koszyczki. Pewnej dniówki w polu, któryś z tych mniej orientujący się w czasie i przestrzeni uczniów, nie przewidując konsekwencji swojego pomyślunku wycelował z niewielkiej odległości w Pana Czubko kartofelkiem, trafiając niczego niespodziewającego się Profesora prosto w nos.
Tego dnia było zimno, nosy marzły i z pewnością taki cios w nos zabolał.
Pamiętając charakter naszego matematyka, a także jego nieustanne dążenie do pozyskiwania ścisłych i logicznych konkluzji można sobie wyobrazić jak szybko znalazł winnego i co z nim zrobił. R.I.P.



Ostatnio edytowany: 29-04-2015, 17:19
ProfilOdpowiedz Cytuj 
No to sie zaloguj i popros o przyjecie do Grupy RUCH PLAKATA :)
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Dni Morza Szczecin 2014

https://www.youtube.com/watch?v=dfOQIErEMNA
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Na







Ostatnio edytowany: 02-07-2015, 09:15
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Poprzednik "Maćka".



Ostatnio edytowany: 10-01-2015, 17:06
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Wały Chrobrego, Lata 30-te


"Zeppelin" nad Wałami?
Na powiększeniu widać, że był to foto-montaż, prawdopodobnie propagandowy, co opisano w tym artykule: http://odkrywca.pl/-opolanin-wykryl-historyczny-fotomontaz-,702888.html



ProfilOdpowiedz Cytuj 
Trochę więcej historii







ProfilOdpowiedz Cytuj 
Flashback
Kilka ksyw kadry z Maćka:
"Traktor" - Pan wykładowca palił tak dużo, że tylko charakterystycznego kominka Ursusa mu brakowało.
"Mufa" - Pewnego dnia panu wychowawcy powiedziało się "mufa" zamiast "rufa" i tak już zostało.
'Śledź" - Pan kierownik internatu (o ile się nie mylę, taka była jego funkcja) przybył do nas z Technikum Rybackiego.
Był jeszcze bosman "niach, niach" z kandydatki - Przedramiona miał jak Papay po szpinaku i często nas poganiał np. na szalupach mówiąc "Wiosłujemy - niach, niach".

Najwspanialsze wrażenia sportowe z czasów LM?
Kiedyś na przeciw Maćka jacyś studenci próbowano pobić rekord Guinnessa w jeździe drezyną po torach tramwajowych.
Dopingowaliśmy im wzrokowo z burty rano, po południu i po zmierzchu też. Nie wiem, czy się udało, ale daleko od wiosłowania na galerze to nie mieli.



Ostatnio edytowany: 19-09-2015, 19:48
ProfilOdpowiedz Cytuj 


12.08.2015 - Intercity w drodze powrotnej ze Szczecina do Zamościa. 17 godzin podróży. W tamtą stronę w wagonie termometr pokazywał 38* C, pomimo klimy. Z powrotem tylko około 32 *C. Pokazy pirotechniczne na Wałach były spektakularne.
Fotka zamieszczona na fejsie przez Pana Stanisława - operatora wagonu restauracyjnego.

Ostatnio edytowany: 25-08-2015, 09:52
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Język:
Idź do forum:
Autor skryptu: Global.