Odpowiedz
Pożar na Maćku 1979
Wielu z Was na pewno pamięta to wydarzenie, zarówno uczniowie, jak i nauczyciele.
Byłem wtedy w pierwszej klasie. Kandydatka, którą nam przedłużyli o tydzień, czy dwa i jej rygory jeszcze świeżo tkwiły w mojej pamięci. Pomimo dziwnych wydawałoby się wtedy praktykach stosowanych przez instruktorów jakoś nie kwestionowałem ich konieczności. Mam tu na myśli wpędzanie kandydatów do Zalewu w środku nocy, wypadanie z wychodka z gaciami w ręku na dźwięk gwizdka itd.
Wracając do tego feralnego dnia pożaru to nie pamiętam dokładnie w jakiej porze dnia ogłoszono alarm. Wiem, że byłem wtedy w swojej kabinie na lewej burcie pokładu G (o ile dobrze zapamiętałem jego nazwę/literę).
Widok szaro-brunatnej ściany dymu za jej drzwiami nacierającej na nas od strony pryszniców/pralni szybko wykluczył alarm ćwiczebny. Wyjście alarmowe na główny pokład znajdowało się vis-à-vis naszej kabiny, więc dosyć prędko znaleźliśmy się na świeżym powietrzu, a zaraz potem na kei.
Myślę, że te alarmy tak często ćwiczone w przeszłości, właśnie wtedy dla mnie w pełni uzasadniły konieczność ich przeprowadzania. Nie pamiętam, czy ewakuacja trwała przepisowe 3 minuty, ale przebiegła bardzo sprawnie. Biegliśmy, jak pod obstałem wroga i wkrótce cały internat zameldował się na kei. Wszyscy byli cali i zdrowi.
Przyczyną pożaru był ponoć niegaszony papieros pozostawiony w magazynie Pań kucharek.
Po chyba tygodniu wolnym od zajęć powróciliśmy na Maćka i to właśnie nad tym pomieszczeniem widać było uwypuklenie/garb w stali pokrywającej pokład główny.
W akcji gaszenia brały udział zarówno wozy strażackie, jak i co najmniej jeden statek pożarniczy.

Gdzieś tutaj już wcześniej wspominałem o tym wydarzeniu. Teraz, jednak udało mi się przytoczyć trochę więcej szczegółów.



Ostatnio edytowany: 23-08-2014, 18:31
ProfilOdpowiedz Cytuj 
Język:
Idź do forum:
Autor skryptu: Global.